Stuknęłam wczoraj samochód. Spieszyłam się do sklepu na zakupy (żeby
zdążyć przed kolacją, kąpaniem i spaniem Krzysia) i wiadomo jak to się
odbywa. Szybko Małego do fotelika, wrócić się po zabawkę, jeszcze raz
wrócić się po listę zakupów, jeszcze raz po picie i jeszcze raz po
komórkę. No już! Wsiadłam, zapaliłam i ruszyłam z kopyta! Tylko
zapomniałam, że od niedawna Tomek parkuje pod domem służbowego troka i
... zatrzymałam się na nim właśnie. Trok nie ruszony (ma porządny,
metalowy zderzak), nasz Nissan ma nadkole i drzwi do klepania i
malowania + potrzaskane światło...
Totalna załamka.
Teraz
będę mieć dodatkową robotę z naprawą, a na dodatek cały przyszły tydzień
Tomek pracuje na południu Oregonu, więc będziemy z Bobasem znowu sami.
Buuuuuu......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz