Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogródek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogródek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 marca 2018

O rany... (2010-04-20)

Jakoś tak pod koniec października ubiegłego roku, zwolniono z pracy dyrektorkę przedszkola, do którego chodzi Smyk.
Powiedzmy oględnie, że nie wywiązywała się ze swoich obowiązków należycie, a w wyniku jej "rządów" przedszkole było w fatalnej sytuacji finansowej, z kontem bankowym zadłużonym po granice dozwolonego debetu. Oczywiście rodzice nie byli świadomi szczegółów dotyczących finansów.

Do dzisiaj.

Dzisiaj bowiem bank zamroził konto przedszkola, uniemożliwiając dokonanie wypłaty pracownikom co skutkuje zamknięciem przedszkola od jutra. 
Pracownicy zostają bez pieniędzy i pracy, rodzice główkują co począć z pociechami jutro, do czasu znalezienia wolnego miejsca w innym przedszkolu.

A ja martwię się tym, jak te zmiany zniesie Smyk.
Biedne Hultajstwo uwielbia swoją aktualną grupę, panią, kolegów.

Muszę znaleźć jakieś tymczasowe rozwiązanie - za miesiąc chłopaki lecą do Polski (o ile wulkan pozwoli)  i nie chcę posyłać Smyka do nowego miejsca przed wyjazdem.

A może jeszcze uda się przekonać bank, żeby nie stał tak twardo na swoim stanowisku?
W końcu urzędnicy nie zachowali się do końca fair - najpierw przysłali pismo, dające tydzień czasu na wyjaśnienie sytuacji, poczym następnego dnia zamrozili konto.

W chwili obecnej w przedszkolu odbywa się konferencja prasowa. Zaproszono na nią wszystkie lokalne telewizje - wszak to częto pomaga i okazuje się, że da się zobić to co, przed chwilą wydawało się niewykonalne.

Trzymajcie kciuki!

Kwiat jabłoni (2009-05-07)

Na zdj.: Kwiaty naszej jabłonki.




W naszym małym przydomowym ogródku nie było dotąd drzewek owocowych.

To niedoparzenie zostało ostatnio naprawione.

Wybraliśmy się całą rodziną na zakupy do szkółki.
Tam okazało się, że trochę się spóźniliśmy, bo w naszej strefie klikmatycznej drzewaka owocowe sadzi się w lutym.
A teraz to mają tylko resztki.

Ale nie uśmiechało nam się czekać do następnego lutego, więc pogrzebaliśmy trochę w tych "resztkach" i do domu wróciliśmy z jabłonką Gala.

I zabraliśmy się za sadzenie.

Najpierw został wykopany odpowienio głęboki i szeroki dołek:
 
 



Jak widać na zdjęciu Smyk aktywnie udzielał się przy sadzeniu wchodząc tacie pod łopatę, ale obeszło się bez wypadku.

Do dołu wsypaliśmy dobrej ziemi i drzewko zostało posadzone, podlane, nawiezione.
Na koniec Hultajstwo jeszcze dosypał trochę ziemi:
 

 


A teraz chodzimy codziennie sprawdzać jak nam to drzewko kwitnie - Smyk nie omieszka za każdym razem sprawdzić czy ładnie pachnie.


W kolejny weekend pojechaliśmy do innej szkółki i dokupiliśmy gruszę i śliwę, ale te czekają dopiero na posadzenie, bo od kilku dni bez przerwy leje i nie ma jak się wstrzelić między opadami z sadzeniem. Drzewka są w dość sporych donicach, więc nic im nie powinno być.

 



czwartek, 29 marca 2018

Pomidorowe apogeum (2007-09-20)

Ostatnio w ogródku niewiele się dzieje. Powoli nadchodzi czas sprzątania. Wyrzuciłam już krzaczki wczesnych pomidorów i posadziłam w tym miejscu truskawki (sadzonki sama wyprodukowałam). Na rabatkach kwiatowych też już coraz mniej roślinek, zbieram nasionka na przyszły rok.
Tylko późniejszych pomidorów wbród. Raz w tygodniu jemy zupę pomidorową, pmidorki jemy do kanapek, sałatkę do obiadu i jako przekąski ale ich wcale nie ubywa! Niemal jak z jabłkami w wierszyku Entliczek Pęliczek... Zrobiłam nawet przecier na zupę na zimę - zamroziłam kilka pojemniczków. 
Rozdaję też sąsiadom i znajomym i nucę sobie:
           Miłość to jest taki miód, co smakuje gorzko ciut, 
           jak popopopopo pomidory latem, gdy ich w bród. 
           Płacze córka, jęczy mąż, że ich skórka mdła i miąższ. 
           Mokszy od łez i źli proszą o kres tych pomidorowych dni.

Koliber (2007-07-26)

W ogródku pięknie kwitną mieczyki. Upodobały je sobie kolibry i przylatują sobie podjeść. Już w zeszłym roku obserwowaliśmy te kruszyny, ale nie udało nam się zrobić zdjęcia. W tym roku postanowiłam zrobić fotkę przez szybę. Maleństwo jakimś sobie tylko znanym zmysłem wyczuło moją obecność i natychmiast schowało się w liściach dębu, ale i tak udało mi się go tam dopaść. Może kiedyś uda mi się zrobić zdjęcie z mieczykiem i wtedy będzie dokładnie widać jaki ten ptaszek malutki i jak wdzięcznie zawisa w powietrzu zapuszczając swój dziubek do kielicha kwiatu. Dzisiaj niestety mogę zaprezentować tylko tyle:

Pomidorki (2007-07-20)

Zaczynamy już się rozkoszować własnymi pomidorami z ogródka. Smyk pochłania małe czereśniowe a mnie przypadł zaszczyt zjedzenia pierwszego w tym roku dużego pomidora. Niestety zdjęciem nie dysponuję, ale przecież wszyscy wiedzą jak wyglądają dojrzałe pomidory, prawda? Nadal niecierpliwie czekamy na wysyp pomidorów, żeby można było zrobić zupę nie na koncentracie, ale na przecieranych pysznościach.

Proszę jak pomagam mamie! (2007-07-10)

Proszę jakie mam grzeczne i ułożone dziecko! Co rano bierze w łąpkę swoją pieluszkę z nocy i zanosi do kosza na śmieci (tylko ja muszę mu szafkę otworzyć). Od jakiegoś czasu kiedy coś zje lub wypije, idzie do kuchni, otwiera zmywarkę i wkłada naczynie do zmywarki (często wrzuca...).
A dzisiaj rano postanowił pomóc mamie ze śmieciami (wyjątkowo nie wywalił wszystkiego z pudła z recyklingiem): wyciągnął ze spiżarki worek na śmieci, zażyczył sobie, żebym mu otworzyła szafkę pod zlewem i usiłował wyłożyć kosz na śmieci nowym workiem. Pech chciał, że ja akurat wczoraj wieczorem wyrzuciałam śmieci i w koszu prawie nic nie było, więc Bobas tylko pomajstrował workiem przy koszu i zmienił przeznaczenie worka: położył się na środku kuchi i nakrył workiem jak kołderką.

a kwiaty kwitną jak szalone (2007-07-06)

Najchętniej wogóle nie opuszczałabym ogródka. Kwiaty kwitną jak szalone! Zakwitła już pierwsza malwa wysiana rok temu. Kolejne mają pąki a ja strasznie jestem ciekawa kolorów! Kwitnie też już pierwszy mieczyk, łososiowy. Zażółciła się rabatka przed domem - to nagietki i aksamitki uroczo wdzięczą się do domowników i przechodniów. A między mieczykami rosną sobie maki kalifornijskie

Maliniak (2007-06-17)

Maliniak, ale nie ten z Czterdziestolatka, tylko nasz ogródkowy. Między płotem a trzema słupkami posadziliśmy maliny - różne odmiany: białe, czerwone i takie ciemne jak jeżyny (a może to SĄ jeżyny?). Krzaczki są jeszcze niewielkie, ale część już owocuje ku uciesze Bobasa. Wczoraj jak się wypuścił na malinobranie to złamał gałązkę, ponieważ nie mógł się dostać do owoców u samej góry. Tak długo ciągnął, aż złamał...


Między słupkami posadziliśmy winogrona: białe i czerwone. Tomek ma rozpiąć drut między słupkami, na któym mają się opierać gałązki - profesjonalnie, prawda?
A na pierwszym planie zaczyna się zielenić nowa trawa. Nawieźliśmy ziemi, Tomek ją ładnie rozplantował i posiał trawę. Poprzednio w tym miejscu były takie dziury, że kilka razy omal nie skręciłam nogi. Ale tak tutaj często bywa: przed domem zrobione na błysk, trawnik równy niby rozłożony aksamit a za domem syf.
Jak się dobrze przyjżeć płotowi (po lewej stronie) to widać miejsce gdzie wcześniej rósł świerk - płot ciągle jeszcze jest zielony od mchu.
Również nasi sąsiedzi ucieszyli się ze ścięcia naszego świerka- zasłaniał im pół posesji i teraz różnież oni mają ładny ogródek warzywny.

Amatorka truskawek (2007-06-07)

Kilka dni temu bawiliśmy się z Bobasem w ogródku, kiedy nagle Bobas zaczął wskazywać na coś palcem i wydawać dźwięki mające zwrócić moją uwagę. Powędrowałam wzrokiem za jego paluszkiem i otot co zobaczyłam.
Po płocie obok grządek schodziła sobie na dół wiewiórka. Podeszła do grządki z truskawkami, widać było, że miała na nie chrapkę. Ale truskawki są pod siatką i nie mogła się do nich dostać. Obchodziła grządkę dookoła, opierała się łąpkami o rusztowanie, na któym wisi siatka, skrobała samą siatkę, ale do środka, do soczystych czerwonych truskawek dostać się nie mogła...
W końcu została spłoszona przez Smyka, który wystartował w jej kierunku, jak zawsze kiedy zobaczy jakieś zwierzątko. Amatorka truskawek czmychnęła na płot, obejrzała się jeszcze za truskawkami, ale zbliżający się Szkrab przekonał ją, że lepiej brać nogi za pas.

W obronie truskawek (2007-05-21)

Weekend był chłodny i deszczowy. W sobotę chmury straszyły i straszyły, ale udało nam się zjeść obiad na tarasie i pobawić się troszkę w ogródku. Tomek założył siatkę nad truskawkami, bo ostatnio naszą grządkę upodobał sobie jeden ptaszek i wybrał ją na stołówkę, skutecznie podjadając wszystkie dojrzałe owoce. Ten ptaszek to Western Scrub-Jay (Aphelocoma californica):

 
Zdjęcia ściągnięte z internetu, bo mojego autorstwa ciągle jeszcze są na kliszy w aparacie.
Potem Tomek zainstalował zraszacze do podlewania grządek i trawnika i mieli ze Smykiem frajdę przez pół dnia ustawiając zasięg natrysku i inne "parametry" przy lejącej się wodzie, więc obaj byli cali mokrzy ale przeszczęśliwi. Na koniec Tomek popodcinał gałęzie naszego dębu. Kupił taki specjalny sekator na długim kiju, więc nie musiał wchodzić na drabinę do każdej jednej gałązki. Teraz znowu można ganiać po trawniku bez obawy, że sobie ktoś wybije oko!
W niedzielę miało miejsce całodniowe podlewanie trawnika przez Naturę, więc siedzieliśmy w domu i grzaliśmy się przed kominkiem. Nawet nie było tak zimno, ale wilgotno a wtedy często rozpalamy na kominku i w całym domu robi się zaraz tak miło.

Pracowita niedziela (2007-05-15)

Ponieważ w sobotę byliśmy na chrzcinach i wróciliśmy dość poźno, weekend skrócił nam się do jednego dnia. Spędziliśmy go w ogrodzie, jak każdą wolną chwilę ostatnio. Tomek postanowił przenieść domek w inne miejsce, do cienia pod dąb, ponieważ miejsce, w któym się on uprzednio znajdował było zbyt nasłonecznione i latem dzieci nie mogłyby się tam bawić, a poza ty, zajmował idealne miejsce pod winorośl i maliniak. Postanowił i zabrał się do roboty. Domek zrobiony z drewna, piętrowy, strasznie ciężki, ale Tomek zaparł się, że to zrobi, więc męczył się cały dzień i dopiął swego. Przy okazji trzeba było popodcinać gałęzie dębu, żeby dało się pod nimi przesunąć konstrukcję, a kilka razy ja stałam na drabinie i łopatą podnosiłam gałęzie, żeby Tomek mógł przepchnąć pod nimi domek. Aha, no bo Tomek stwierdził, że nie chce mu się tego wszystkiego rozkręcać i że łatwiej będzie po prostu przepchnąć wszystko te 15-20 metrów...

Kiedy uporał się już z tym Przedsięwzięciem, był już wieczór i niewiele czasu zostało na posadzenie winogron (białe i czerwone) oraz malin. Ostatnie krzaczki Tomek sadził już niemal po ciemku a ja w tym czasie kąpałam Bobasa.

W ogrodzie (2007-05-07)

Po powrocie z Polski przenieśliśmy pole naszych działań do ogrodu. Najwżyszy czas, by plewić, siać, kosić i sadzić.
Na pierwszy ogień poszedł warzywnik. Najpierw trzeba było wybrać z niego ziemię, która była bardzo kiepska. Potem kupiliśmy małą ciężarówkę dobrej ziemi i Tomek dzielnie zwiózł ją do ogrodu a ja rozgrabiłam. Potem kupiliśmy kilka krzaczków jagód i truskawki. Truskawki są w trzech różnych gatunkach, część krzaczków kwitnie, część ma już zielone owoce (a wczoraj zauważyłam, że jedna już nawet czerwienieje!).

Coś się kończy, coś się zaczyna (2011-05-25)

Moi mili czytelnicy! Nie sądziłam, że przyjdzie mi poczynić tego typu wpis, ale jak wiadomo, życie szykuje różne scenariusze, n...