Czasami
udaje mi się namówić Hultajstwo, żeby namalował coś sam od siebie. Od
kilku dni stara się sam namalować kółko oraz proste linie. Podziwiam
jego wytrwałość, gdybym ja tak uparcie starała się coś osiągnąć,
miałabym już wieszakową figurę modelki zamiast rubensowskich kształtów.
W piątek Smyk bardzo mnie zaskoczył, bo namalował tatę. Całkiem udany jak na dwulatka malunek:czwartek, 29 marca 2018
Portret Taty (2008-02-13)
Smyk rozmiłował się ostatnio w malowaniu. Każda sesja przebiega dość
podobnie: najpierw Bobas zaspakaja swoje potrzeby mazianie farbą po
papierze, potem pędzel dostaje mama z poleceniem namalowania kotka,
potwora, samochodu lub taty (niekoniecznie w tej kolejności). Na koniec
zaczyna się zabawa wodą, nalewanie jej do farbek, pryskanie wodą z
pędzelka - jednym słowem brojenie, co kończy się konfiskatą farbek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Coś się kończy, coś się zaczyna (2011-05-25)
Moi mili czytelnicy! Nie sądziłam, że przyjdzie mi poczynić tego typu wpis, ale jak wiadomo, życie szykuje różne scenariusze, n...
-
Moi mili czytelnicy! Nie sądziłam, że przyjdzie mi poczynić tego typu wpis, ale jak wiadomo, życie szykuje różne scenariusze, n...
-
Dziecięciem będąc, zanudzałam mamę prośbami o jakieś zwierzątko - kotka, pieska, chomika, świnkę morską. W swoich prośbach nie byłam osamo...
-
Dzisiaj obchodzi imieniny moja teściowa. Z tej okazji dostała on nas kartkę wykonaną przeze mnie: To moja pierwsza kartka. Może niezb...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz