W tym roku udało mi się przygotowania przedświąteczne zaplanować tak,
że nie musiałam już w Wigilię jechać do żadnego sklepu. Ale mąż wybrał
się po świąteczne rarytasy dla swoich pupilków mieszkających w
akwarium. Co jakiś czas rozpuszcza ryby kupując im żywe świerszcze.
Kiedy świerszcze zostały ulokowane w wiaderku, z trawą i liśćmi, mąż
zabrał Smyka na spacer a ja mogłam dokończyć przygotowania do świąt.
Krzątając się po kuchni słuchałam kolęd, i nie zwróciłam uwagi na inny
koncert, który rozpoczął się w pokoju.
Kiedy moje chłopaki wróciły ze spaceru, wszystko było gotowe, żeby
zasiąść do stołu. Jeszcze tylko panowie przebrali się i już składaliśmy
sobie życzenia. A wtedy skończyła się ścieżka dzwiękowa odtwarzanej
płyty. Złożyliśmy sobie życzenia, przełamaliśmy się opłatkiem,
zasiedliśmy do stołu i dotarło do nas, że cały czas towarzyszyła nam
muzyka, choć nie ta z płyty. Muzyka, kojarząca siię z letnim, ciepłym
wieczorem - koncert wygrywany przez świerszcze.
I grały nam te świerszcze cały wieczór, i jeszcze długo w noc, a my zasypialiśmy przy dźwiękach tej niecodziennej kołysanki.
Całe święta upłynęły nam przy blasku światełek na choince, ognia w kominku i muzyce świerszczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz